Przybrał postać wiernego psiaka, już w nim szlachetna krew płynęła, gdyby ktoś nie powiedział, to atrapa
Natknąłem się na skarb, gdy pochyliłem się nad nim powiedział mi, to chyba jakiś żart
Napędzaj mnie, napędzaj mnie bo tego bardzo chcę
Deszcz który pada, płacz który bada, w blasku słońca na poliku łza się rozpada
Zamknięte oczy nie boją się niczego, ich światem są marzenia, a w nich nic złego przecież nie ma