Każdy twój gest, każde twoje spojrzenie, sprawia że gdzieś w myślach wędruje po twoim ciele
Wtapiamy się w siebie niczym płomień topiący kry lodu
I się spotkali, On z drzewa zrywał banany, Ona w lustrze wody przemywała gały, kto by pomyślał że to orangutany
A Ona pociąga mnie, pociąga mnie jak marionetkę, a Ja tańczę, tańczę tak jak Ona chce
Też mi bajer, uśmiech w atramencie, niewinny kleks czy szyderczy tusz
Ten szuka zwady, co nad horyzontem wyczuwa zapach zdrady
Tupanie nie ucichnie póki nie zostanie zrozumiane
Leżąc na łące, spijając nektar z kwiatów rozmyślam czy nudą nie trące, ale chyba przez to nie zapomni o mnie moje słońce